Skip to main content

Poznaj lepiej: pracownię, artystów i klimat „Longboard Ink”!

Ruszamy z kolejną, nową serią comiesięcznych wywiadów, dzięki którym lepiej poznacie ekipę danego studia tatuażu. Zaczynamy od lokalu, mieszczącego się w centrum Wrocławia, który  niektórzy z was mogą pamiętać jeszcze pod nazwą „Skullmaster”. Obecnie szeregi pracownii „Longboard Ink” zasila zgrana grupa młodych, utalentowanych artystów. Każdy z nich specjalizuje się w innej stylówce, każdy ma inne zainteresowania ale łączy ich jedno – prawdziwa pasja do sztuki tatuażu.


Krótka historia pracowni „Longboard Ink”

„Longboard Ink” to lokal mieszczący się w podziemiach Pałacyku przy ulicy Tadeusza Kościuszki 34 we Wrocławiu. Pracownia działała wcześniej pod nazwą „Skullmaster”, więc nieco starsi entuzjaści dziarania mogą kojarzyć lokal jeszcze z tych czasów. Nie tak dawno właściciel studia, Paweł Szarek, zdecydował się na jego rebranding. Wiązało się to także z zatrudnieniem kilkorga nowych tatuatorów, których sylwetki lada moment poznacie lepiej. Co łączy ich wszystkich? Cóż, poza chęcią doskonalenia swojego warsztatu; pasja do longboardów!

Mimo że szeregi pracowni zasila „młoda krew”, miejscówka jest dobrze znana na wrocławskim podwórku. Paweł prowadzi pracownię od 2018 roku (studio „Skullmaster” istnieje od 1995 roku), a w branży działa już przeszło 27 lat, więc nie brak mu doświadczenia. Swoją pozycję „Longboard Ink” zawdzięcza również wizytom na cyklicznych, wrocławskich konwentach oraz skutecznemu zarządzaniu, o którego podstawach opowie menadżer pracowni.


Podstawa skutecznego zarządzania – słowo od menadżera

M.W.: Co stanowi podstawę dobrze zorganizowanego studia?

Przede wszystkim trzeba umiejętnie dobierać współpracowników. Przyjmując praktykanta na staż, warto zwrócić uwagę na jego portfolio; powinny znajdować się tam zarówno rysunki ręczne, jak i prace digitalowe. Rysowanie wyłącznie na tablecie, nie rozwija, bo technologia sporo rzeczy ułatwia. Wystarczy zmienić jeden parametr w programie graficznym, żeby narysowana na tablecie linia była idealnie prosta. Dlatego też, moim zdaniem, najważniejsza jest nauka rysunku od podstaw; to wyrabia dobre nawyki, pozwala poznać technikę i przede wszystkim kształtuje charakter; bo dobrze zorganizowane studio tworzą zdyscyplinowani artyści. Nie toleruję notorycznego spóźniania się oraz zwlekania z wysyłaniem materiałów, które udostępniam na kanałach społecznościowych. Ciągła komunikacja z klientami jest ważna i tatuatorom powinno zależeć na tym, aby pokazać im swój progress.

 

M.W.: Praca menadżera to ciężki kawałek chleba? Jak mógłbyś opisać to stanowisko w kilku słowach?

To jest bardzo niedoceniana rola w studiu tatuażu; ludziom wydaje się, że polega tylko na odbieraniu i odpisywaniu na wiadomości lub maile. W praktyce wygląda to tak, że musisz umówić klienta oraz opisać pomysł tak, żeby artysta to zrozumiał. Często na twojej głowie spoczywa również organizacja eventów, obróbka zdjęć pod zaplanowane posty na media społecznościowe oraz reklamy. W większych studiach poszczególne czynności są rozdzielane między menadżera i recepcjonistę, jednak my jesteśmy na tyle małą pracownią, że nie zatrudniamy do tego osobnych ludzi. Zresztą, pozostając w tematyce tatuatorskiej nomenklatury: „Longboard Ink” jest pracownią, a nie studiem albo salonem. Osobiście uważam, że mianem studia lub salonu powinno się określać lokale otwarte przez osoby, które nigdy wcześniej nie miały styczności ze środowiskiem tatuażystów. W ogóle, jestem przeciwny temu, by tacy ludzie mieli możliwość zakładania działalności, ponieważ to bardzo psuje rynek. Dlatego jestem za sformułowaniem tatuatorskiego cechu, znacznie ograniczającego działalność ludzi, którzy tej branży zwyczajnie szkodzą, przez brak wiedzy o sztuce, zarządzaniu i komunikacji z klientem. Czekam na moment, w którym rządzący wezmą się za branżę i czując potencjał zarobku w tej niszy, wprowadzą ograniczenia, które spowodują, że (kolokwialnie rzecz ujmując) wszyscy będą płakać.

M.W.: Zarządzenie w sytuacjach kryzysowych – jak radzić sobie, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli. Zdarza ci się wykłócać z  roszczeniowymi ludźmi?

Sam dziaram już jakiś czas. Temat sytuacji kryzysowych jest niezwykle złożony. Jeśli pytasz o klientów nieuczciwych, którzy próbują zareklamować tatuaż, mimo że wina ewidentnie nie leży po stronie artysty – potrafię to rozpoznać. Kiedy dana osoba uważa, że wie lepiej od artystów z doświadczeniem mówię: „proszę, weź maszynkę i pokaż mi jak ty byś to zrobił”. Wtedy zazwyczaj dyskusja się urywa. Ciekawym przypadkiem, o którym kiedyś słyszałem, był klient umówiony do artysty na dziarę na szyi. Po kilku tygodniach dostał paraliżu twarzy i zgłosił się do salonu z pretensjami, że tatuażysta naruszył mu jakieś nerwy podczas sesji. Po sprawdzeniu tego człowieka w sieci okazało się, że kilka miesięcy wcześniej brał udział w poważnym wypadku komunikacyjnym. Trzeba zachować zdrowy rozsądek i zimną krew w takich sytuacjach.

M.W.: Mieliście sytuację, że ktoś w sieci celowo robił wam zły PR?

Od dawna zajmuję się marketingiem. Wrogiem numer jeden w tej chwili jest pozycjonowanie stron. Jeśli menadżer zawczasu się tym nie zajmie – dany lokal w zasadzie nie istnieje dla klienta. Zdarzają się sytuacje, w których studio pozycjonuje się na frazy zupełnie niezwiązane z kategorią usług jakie świadczy; weźmy przykład „Studia Linijka”, które przez nieudolne praktyki i zaniedbanie ze strony menadżera, będzie w wyszukiwarce kojarzone z pornografią. Cóż, nie chciałbym być w skórze tego, kto odpowiadałby za odbudowanie wizerunku salonu w sieci. Całe szczęście mam w tym doświadczenie, więc takie sytuacje nie miały u nas miejsca.


Pracownia „Longboard Ink” – poznaj ekipę!

Jeditattsy

Ile lat pracujesz w zawodzie: W lipcu tego roku minie 5 lat. Początek przygody z tatuażem zbiegł się z moimi urodzinami, więc doskonale pamiętam tę datę. Na samym początku przez rok dziarałem w domu. Chodziłem po studiach i oferowałem swoją pomoc przy sprzątaniu w zamian za możliwość podpatrywania artystów przy pracy. Sporo się w ten sposób nauczyłem.

W jakim stylu dziarasz: Dążę do tego, żeby moje prace czerpały ze stylistyki tradycyjnej: tradycyjnego tatuażu amerykańskiego i japońskiego. Staram się stworzyć autorską wizję tatuażu w oparciu o te klasyczne techniki. Eksperymentuję też ze stylizacją kreskówkową, pop-artem, po części czerpię z surrealizmu.

Co cię inspiruje: Głównie popkultura oraz sztuka. Chodziłem do liceum plastycznego i tam mocno związałem się z kubizmem oraz surrealizmem. Te doświadczenia wpływają na moje projekty sprawiając, że mogę stworzyć coś naprawdę oryginalnego. Przykładowo: projektując wzór królika Buggs’a, który jest postacią płaską, dwuwymiarową, dodaję mu na przykład barokowego akcentu: podkreślam kontur, mocniej gram światłem. Innymi słowy – staram się dodać mu waloru. W ten sposób uzyskuję coś oryginalnego, autorskiego.

Ulubiony i znienawidzony typ klienta: Nienawidzę, kiedy klient przychodzi z całą bandą osób towarzyszących, która pałęta się po pracowni. Nie mogę się wówczas skupić na pracy, a żeby zrobić tatuaż dobrze, potrzebuję ku temu komfortowych warunków. Ulubiona muzyka mi to ułatwia, a jak w pracowni jest raban, to nie słyszę nic poza komentarzami kolegów, z którymi przyszedł klient. Najbardziej lubię osoby o podobnej osobowości, z jakimi od samego wejścia łapiemy dobry kontakt; nadajemy na tych samych falach i wzajemnie się rozumiemy. Mam wówczas pewność, że kiedy klient przyjdzie ze swoim pomysłem i mi zaufa, to razem stworzymy coś naprawdę niepowtarzalnego.

Hobby: Jestem wielkim fanem szeroko pojętej popkultury, komiksów, uniwersum Warhammer i twórczości Tolkiena. Poza tym sporo jeżdżę na longu – deska to moja pasja, inaczej nie trafiłbym do „Longboard Ink” (śmiech)!


Marcin „Piekło” Piekłowski

Ile lat pracujesz w zawodzie: Zacząłem dziarać w domu; już w wieku 18 lat samodzielnie wytatuowałem sobie nogi, ale miałem później długą przerwę, więc mogę powiedzieć, że w zawodzie jestem już 4 rok. Od razu poszedłem do studia. Na początku zgłaszali się do mnie znajomi, ale w tej chwili mam już stałą bazę klientów.

W jakim stylu dziarasz: Trudno powiedzieć. Jaram się oldschoolem, tatuażem neotradycyjnym i ignorantem. Ostatnio stawiam głównie na czerń i dotwork.

Co cię inspiruje: W zasadzie wszystko co nas otacza. Nawet zwykłe krzesło potrafi czasami zainspirować, bo a każdym razem można przedstawić je inaczej. Lubię botanikę, przez co często rysuję zwierzęta. Poza tym – kobiece twarze i fotografia.

Ulubiony i znienawidzony typ klienta: Ten, który chce moją pracę taką jaka jest. Nie dyskutuje, nie chce nic zmieniać na siłę – rozumie i docenia mój warsztat. Takich ludzi cenię najbardziej. Wdawanie się w zbędne dyskusje bardzo mnie irytuje, więc znienawidzony typ klienta to ten, który myśli, że wie lepiej.

Twoje hobby: Narciarstwo i rower; ogółem szeroko pojęty sport.


Disasterpiece

Ile lat dziarasz: Zbierałam się do tatuowania jakieś 4 lata, od momentu w którym dostałam cały zestaw do tatuażu jako świąteczny, prezent. Jednak pierwszy tatuaż na skórze wykonałam rok temu i była to łydka mojego chłopaka, który także jest tatuatorem. W zasadzie to on umożliwił mi rozpoczęcie tej przygody. Niestety po drodze miałam kilka miesięcy przerwy w związku z pandemią, więc w zawodzie działam aktywnie od jakichś 8 miesięcy. Szeregi „Longboard Ink” zasilam od grudnia 2020 roku.

W jakim stylu pracujesz: Trudno mi go jednoznacznie określić, bo wciąż szukam swojej drogi i własnego, unikatowego stylu. Na razie próbuję, mieszam różne techniki ze sobą, kombinuję…, ale w większości to wypadkowa sketchu, dotworku, stylu graficznego z nutką blackworku. Staram się połączyć to wszystko, nadając swoim pracom mroczną stylistykę, jaką roboczo nazywam dark aesthetic.

Co cię inspiruje: Na pierwszym miejscu – mój nastrój. Zmienne i bardzo intensywne emocje sprawiają, że zawsze rysuję rzeczy analogiczne do tego co sama czuję i mam w głowie. Poza tym: muzyka oraz natura. Moim ulubionym motywem jest fauna; począwszy od robaków po duże zwierzaki. Sporo czasu spędzam też przeglądając prace moich ulubionych tatuatorów, takich jak: Frederico Rabelo, Strange Dust, a z polskich – Lipa czy Piotr Bemben. Przyglądam się ich tatuażom i analizuję jak zostały zrobione, by później samodzielnie przygotować projekt, pozwalający mi na użycie danej techniki. Wtedy…, już tylko czekam na chętnego klienta (śmiech)!

Ulubiony i znienawidzony typ klienta: Cóż, ulubiony to w sumie każdy człowiek, który daje mi wolną rękę, obdarza mnie zaufaniem oraz w pełni rozumie mój styl. No i oczywiście wraca po więcej (śmiech)! A znienawidzony to ktoś zupełnie nieświadomy całego procesu tatuażu, wiercący się i narzekający przy każdym dotknięciu igłą. W sumie nie lubię też pracować z osobami szukającymi dziury w całym – wymyślającymi i nadmiernie kombinującymi.

Twoje hobby: Kurczę, jest mnóstwo takich rzeczy, ale gdybym miała wymienić kilka największych zainteresowań to zdecydowanie: makijaż, muzyka i koncerty, filmy czy książki o tematyce true crime lub horrory, no i oczywiście tatuaże! Z rzeczy nieco bardziej niecodziennych, można powiedzieć „egzotycznych”, interesuje mnie chemia biofizyczna, głównie metody badań opierające się na zjawisku fluorescencji. Aha, prawie bym zapomniała – lubię też spać


FlamInko

Ile lat pracujesz w zawodzie: W sumie jeszcze nie pracuję, jestem praktykantem w „Longboard Ink” od kilku miesięcy. Zaczynałem w domu nieco wcześniej, ale miałem dłuższą przerwę, więc nie wliczam tamtego okresu do mojego tatuatorskiego stażu.

Czego szukasz w tatuażu: Na ten moment jest to oldschool w połączeniu ze stylem graficznym. Eksperymentuję też z dotworkiem; nieustannie szukam swojego stylu. Podejrzewam, że zajmie mi to jeszcze trochę czasu.

Co cię inspiruje: Inni tatuatorzy: Kelly ViolenceKamil Czapiga, Bartek Kos oraz malarze: Bosh, Caravaggio i Beksiński. Nie mam jednak ulubionego nurtu w tej dziedzinie sztuki, są to raczej pojedynczy artyści.

Ulubiony i znienawidzony typ klienta: Zdażyło mi się już pracować z klientami, więc potrafię określić co lubię, a za czym nie przepadam. Bezkonfliktowi klienci, zdający się na intuicję oraz doświadczenie artysty to zdecydowanie najlepszy materiał do współpracy. Nienawidzę osób roszczeniowych, zmieniających co chwilę zdanie i narzekających na ceny tatuaży.

Twoje hobby: Kiedyś zawodowo trenowałem judo, jednak przez kontuzję nie mogę do niego wrócić. Mimo to sport pozostał częścią mojego życia. Motoryzacja i jazda na desce to dwie dziedziny, którym poświęcam swój wolny czas


Mira Kazumi

Ile lat pracujesz w zawodzie: Tatuuję od roku. Pracę w „Longboard Ink” łączę ze studiami; uczę się sztuki mediów na wrocławskiej ASP i nie ukrywam, że docelowo chciałabym pracować jako grafik lub animator. Jednak, mam nadzieję jeszcze kilka lat podziarać! Nie widzę przeszkód, żeby łączyć te dwie pasje, ponieważ tatuaż to dla mnie droga rozwoju no i oczywiście – sprawia mi wiele frajdy! Ciągle poznaję nowe techniki i doskonalę zwój tatuatorski warsztat.

W jakim stylu dziarasz: Graficzny, inspirowany japońską popkulturą. Anime, a w szczególności „Pokemony”, to moja największa zajawka! Tematykę, jaka najbardziej mi odpowiada, odkryłam w zasadzie przez przypadek, bo chociaż „Pokemony” oglądałam od dziecka, dopiero klient, który zgłosił się do mnie z prośbą o projekt inspirowany tym anime uświadomił mi, że w zasadzie mogłabym pójść w tym kierunku. Pamiętam towarzyszące mi wtedy emocje! Myślałam: „wow, mogę zrobić coś na czym się znam i co naprawdę lubię!” 

Co cię inspiruje: Przede wszystkim „Pokemony”, ale mogłabym spokojnie postawić je na równi z podróżami. Kiedy gdzieś wyjeżdżam, staram się wyciągać z tego jak najwięcej. Miałam okazję być w Japonii, więc naprawdę znam tamtejszą kulturę od podszewki i daje mi to kopa do działania!

Ulubiony i znienawidzony typ klienta: To trudne pytanie, bo jeszcze nie miałam klienta, z którym współpraca szła by mi naprawdę opornie. Oczywiście zdarzają się nieco bardziej wymagające przypadki, jednak wspominam je z uśmiecham na ustach. Wychodzę z założenia, że w dużej mierze od tatuatora zależy atmosfera na sesji, dlatego zawsze staram się rozmawiać z ludźmi. Nawet jeśli nie są zbyt komunikatywni. Najbardziej lubię pracować z klientami, którzy mają zajawkę i to wcale nie musi być pasja zbliżona do mojej. Praca z osobą, która chce wymieniać się z tobą swoimi doświadczeniami jest czystą przyjemnością. Doceniam również ludzi wyrozumiałych; mam problemy z kręgosłupem i nadgarstkami, więc podczas dłuższych sesji potrzebuję przerw, by się rozciągnąć. Nie ma się co katować, nie jesteśmy maszynami, ale niektórym ciężko to zrozumieć.

Twoje hobby: Pracowałam jako fotograf koncertowy, więc jest to jedna z moich pasji. Poza tym hobbystycznie pracuję jako grafik i specjalizuję się w niszy gier komputerowych. Mam nawet na koncie dwie gierki – Find the Loop oraz Cranville – przy czym ta druga cały czas się rozwija


To nie pierwszy artykuł, w którym głosu udzieliły nam osoby, związane ze studiem „Longboard Ink”. Jeśli śledzicie z uwagą bloga to na pewno pamiętacie wypowiedź właściciela tego wrocławskiego lokalu, Pawał Szarka, o noworocznych trendach w tatuażu. Informacje zawarte we wpisie usatysfakcjonują tych z was, których ciekawią aspekty branżowo-finansowe. To co; podczas kolejnej wizyty we Wrocławiu wpadacie do Longboardów?

Zostaw komentarz