Skip to main content

Początki kariery tatuatorki

Jeszcze kilka lat temu branża tatuażu była środowiskiem, w którym brakowało tatuatorek. Niewiele kobiet decydowało się na obranie takiej zawodowej ścieżki. Jednak, wraz z upływem czasu, coraz więcej artystek dawało ujście swojej kreatywności, chwytając za maszynkę. Podobnie zaczynała Magda, tatuatorka pracująca obecnie w krakowskiej pracowni Czarcie Studio. Zainspirowała ją rockowa muzyka, a studia artystyczne pomogły odnaleźć własny styl. Magda tworzy wyjątkowe, kwiatowe kompozycje, przypominające obrazy malowane akwarelą. Kobiecy charakter jej prac sprawia, że klientki, które raz do niej trafiły, wracają po następne wzory, przyprowadzając kolejnych znajomych; a to chyba najlepszy dowód na to, iż ta artystka zna się na swoim fachu!

M.W.: Jak długo zajmujesz się tatuowaniem i co spowodowało, że postanowiłaś chwycić za maszynkę?

M.T.: Pierwszy tatuaż zrobiłam bardzo dawno temu, jeszcze w czasie studiów. Jednak nie traktuję tej jednorazowej przygody za początek mojej kariery. Pierwsze doświadczenia z maszynką uświadomiły mi, że jeszcze wiele muszę się nauczyć, a także jak ciężkim zawodem jest tatuowanie. Dopiero w drugiej połowie 2014 roku postanowiłam ponownie chwycić za maszynkę. Miałam w głowie konkretny plan, więc kierowało mną silne przekonanie, w jakim kierunku dokładnie chcę się rozwijać. Zaczęłam wówczas współpracę z krakowskim studiem Tattoo Familia, gdzie spędziłam 5 szczęśliwych lat!

Na pomysł zostania tatuatorką wpadłam już w wieku 15 lat i bardzo dokładnie pamiętam ten moment. Byłam zbuntowaną dziewczyną, która robiła wszystko na przekór innym…, w tym czasie słuchałam sporo rocka i metalu. Większość artystów, grających te gatunki muzyczne, posiadała tatuaże. Pomyślałam, że ktoś musi im je robić; co więcej, temu komuś muszą dawać za to pieniądze. Oczami wyobraźni widziałam życie takiej osoby. Spodobało mi się, że tatuator to wolny i kreatywny zawód! Cóż, z perspektywy czasu widzę, iż było to bardzo młodzieńcze, nieco naiwne myślenie. Początkowo kompletnie nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Branża tatuażu jeszcze nie tak dawno była środowiskiem dość hermetycznym, a w Internecie brakowało zaufanych źródeł informacji. Poza tym o tatuujących kobietach słyszało się niewiele więc…, możesz sobie wyobrazić minę moich rodziców kiedy oznajmiłam im, że właśnie tak widzę swoją przyszłość! Ponadto, kilka lat temu, nikt nie wykonywał kolorowych, akwarelowych kwiatów na skórze. Tatuaż kojarzył się ze środowiskiem przestępczym. Po latach sama jestem zaskoczona, że mój pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę!

M.W.: Zauważyłam, że często angażujesz się w różnego rodzaju akcje charytatywne i tematyczne wydarzenia, związane ze sztuką tatuażu. Z czego to wynika? 

M.T.: Jestem nieco zaskoczona, ponieważ cały czas mam wrażenie, że ciągle za mało robię dla świata. Przez ostatnie 3 lata organizuję Mikołajkowy Walk in Day na rzecz Przystani Ocalenie. Wszystkie edycje zostały odebrane bardzo pozytywnie i były wielkim zastrzykiem finansowym dla zwierzaków z Przystani. Udało mi się namówić do współpracy  moich wspaniałych znajomych po fachu, z inicjatywą wyszłam po prostu z potrzeby działania. Zdaję sobie sprawę z tego, że tatuaże dobrze się teraz „sprzedają”, i że jest to doskonały nośnik pożytecznych idei.

Niestety od bardzo dawna nie namalowałam żadnego obrazu, bo zdecydowaną większość projektów tatuaży wykonuję ręcznie. To zabiera sporo czasu i w pewnym sensie wyczerpuje moją potrzebę ekspresji.




FOLLOW ON INKSEARCH

To nie jedyne akcje charytatywne, w jakich brałam udział. Oczywiście duża zasługa leży po stronie właściciela studia, w jakim uprzednio pracowałam. Robert “Robson” zawsze dawał mi zielone światło do udziału i organizacji w takich akcjach. Sam również chętnie się angażował fundując materiały, udostępniając studio, promując te działania w mediach społecznościowych. Myślę, że w przyszłości zrobię jeszcze wiele dobrego, zwłaszcza, że trafiłam teraz do świetnej ekipy Czarciego Studia, która nie cierpi na brak oryginalnych pomysłów!

Poza tym cieszę się, że miałam możliwość udziału w konwentach tatuażu, organizowanych w różnych miastach. Bardzo lubię podróżować i poznawać ludzi. Dlatego teraz jest mi niezwykle trudno pogodzić się z restrykcjami, ograniczającymi nasze możliwości. Chociaż, dzięki obecności w Czarcim Studiu, udało mi się wziąć udział w Barber Feście. To miły powiew normalności, jednak nie ukrywam, że czekam na więcej! Mam nadzieję, że kolejny rok przyniesie nam więcej pod tym względem!








Dlaczego watercolor?

M.W.: Tatuujesz w stylu znanym w branży jako watercolor. Czy poza pracą również tworzysz dzieła/obrazy za pomocą farb akwarelowych?

M.T.: Niestety od bardzo dawna nie namalowałam żadnego obrazu, bo zdecydowaną większość projektów tatuaży wykonuję ręcznie. To zabiera sporo czasu i w pewnym sensie wyczerpuje moją potrzebę ekspresji. Kiedyś dużo malowałam (przez co zajmuję się takim stylem). Na studiach okazało się, że to właśnie właściwe dobieranie kolorów wychodzi mi najlepiej. Dowiedziałam się też, czym absolutnie nie powinnam się zajmować (śmiech)!

M.W.: Kwiaty to dominujący motyw w twoich pracach. Dlaczego? Skąd czerpiesz inspiracje do tworzenia kolejnych projektów?

M.T.: Kwiaty są ponadczasowe, bardzo kobiece. Świetnie komponują się z moją stylistyką. Inspiracje czerpię głównie od moich klientek: z rozmów z nimi i z referencji, które pokazują mi podczas wizyt. Jestem też silnie związana z naturą. Uwielbiam długie spacery z moją jamniczką Tosią, albo po prostu zwykłe przesiadywanie w ogrodzie. Natura i zwierzaki są nieskończonymi źródłami inspiracji!

M.W.: Z uwagi na specyfikę twoich prac, zapewne częściej trafiają do ciebie kobiety, zgadza się?

M.T.: Zdecydowanie! Po latach doszło do sytuacji, w której męska część klientów trafia pod moją igłę naprawdę sporadycznie. Oczywiście wszystkich panów zapraszam serdecznie; to wcale nie tak, że nie chcę ich u siebie! Po prostu więcej czasu zabiera im przekonanie się do mojego stylu! 😉








M.W.: Jakie było twoje dotychczasowe, największe osiągnięcie?

M.T.: Największym osiągnięciem jest dla mnie fakt, że wykonuję zawód, o którym od zawsze marzyłam i czuję się profesjonalistką w swoim fachu. Mam stałą bazę klientek, które wracają do mnie po kolejne tatuaże i polecają mnie przyjaciołom. To naprawdę ogromny sukces; biorąc pod uwagę, jak duża jest w tym momencie konkurencja na rynku tatuażowym. Jeśli uda mi się nawiązać sympatyczną relację z klientem i widzę, że sprawiłam im radość swoją pracą – to dla mnie kolejny powód do dumy!

M.W.: Na sam koniec chciałabym zapytać o twoje cele na kolejny rok. W obecnej sytuacji ciężko snuć jakieś dalekosiężne plany, ale może jest coś, do czego będziesz dążyć za wszelką cenę?

M.T.: Trudno obecnie zaplanować coś konkretnego, dlatego kolejny rok chcę poświęcić na rozwój. Przetestuję nowe maszyny do tatuażu, nauczę się obsługi kilku programów graficznych. Od czerwca bieżącego roku jestem w nowym miejscu, które daje mi ogromne możliwości rozwoju. Zamierzam z nich skorzystać!

Aktualna sytuacja nie wpływa dodatnio na nasze zdrowie ciężka pod względem psychiczne; myślę, że każdy z nas się z tym stwierdzeniem zgodzi. A zatem, jeszcze mocniej niż kiedykolwiek, będę starała się sprawiać, że moi klienci zapomną o problemach dnia codziennego. Przynajmniej na czas sesji! To moja zawodowa dewiza.