08/12/2019
Wywiady

Siema Michu, co ty teraz w życiu robisz?

Właśnie wydaliśmy płytę, a jak się łoi metal, czy też gra jakąkolwiek inną muzę, to po wydaniu płyty jedzie się w trasę, więc teraz to głównie gram koncerty. Jako zespół Materia istniejemy od 2007 roku i to jest to czemu od zawsze poświęcam najwięcej czasu i energii.

Mam też teraz taki mały projekt, który będę realizować w kuźni swojego ziomala, ale nie chcę na razie za wiele zdradzać.

Nie dość, że grasz metal, to jeszcze jesteś kowalem?

Może nie do końca kowalem, bo raczej spawam niż kuję, ale nie da się ukryć, że całe moje życie sprowadza się tak czy inaczej do metalu. Czy to do muzy czy materiału, ale nie da się ukryć, że tak właśnie jest. 

Pamiętasz swoją pierwszą dziarę?

Oj tak. To był pierwszy i na razie jedyny zaplanowany tatuaż jaki mam. Mając tak z 16 lat umówiliśmy się z Tadziem, z moim bratem, że zrobimy sobie logo naszego zespołu w takim miejscu, żeby mama nie przyczaiła. No i zrobiliśmy sobie dziarę na wysokości dupy, z boku uda. Pamiętam, jak świeżo po zrobieniu tatuaż był taki czerwony i spuchnięty i myślałem sobie, że to mega cios, że to zajebiście wygląda, a potem to zeszło i bałem się, że tatuator coś nie dał rady, bo nie wiedziałem, że z dziarami tak to już działa. Niesamowite przeżycie. Finał był taki, że mama i tak zauważyła, ale nic nie skomentowała. Chyba przy trzecim tatuażu dowiedziałem się, że od początku wszystko wiedziała.

A czemu w ogóle masz tatuaże?

Wiesz co, większość moich tatuaży nie jest jakaś specjalnie piękna, to nie są jakieś super dzieła sztuki, bo większość z nich była robiona w stanie mocno wskazującym, w sensie albo ja, albo tatuator, albo wszyscy zgromadzeni. Często też były robione na szybko, gdzieś na rogu stołu czy po koncercie, więc nie nadają się może na konwenty, ale dla mnie to są pamiątki po tych wydarzeniach. To są takie portale. Tak jak wiesz, w Diablo były takie portale, co można nimi do miasta wrócić, tak samo ja mogę sobie wrócić przez tatuaże na te koncerty, do przeszłości. 

Mam na przykład na łydce logo Ibaneza, które powstało tak, że po koncercie we Wrocławiu z zespołem HOPE nocowaliśmy w studiu tatuażu. I w pewnym momencie padło pytanie czy ktoś chce się dziarać no i ja chyba byłem najmniej zmulony, bo się pierwszy zgłosiłem. I tak zostałem żywym banerem reklamowym marki Ibanez w 7 minut.

Masz też bas wydziarany na przedramieniu…

A to jest śmieszna historia. Po konwencie tatuażu w Chorzowie, na którym graliśmy koncert pojechaliśmy z Adim, naszym gitarzystą, do studia niedaleko żeby się wydziarać. Ja chciałem sobie zrobić to przedramię, a on na szyi coś sobie zdziałać. I tam były takie jaja, że my, srogo przeorani po tym koncercie, w trakcie tatuowania walneliśmy w kimę. Oni w tym studiu tydzień wcześniej dziarali swastykę jakiemuś świrowi, który też był blondynem tak jak Adi. No i Adrianowi wydziarali to co chciał, ale jak się obudził to pokazali mu zdjęcie tego gościa. Także na początku Adi był w szoku totalnym. Niezłe jajca.

Mam jeszcze taki tatuaż na łydce, który zrobił mi kolega w ramach swojej pierwszej dziary na człowieku. To jest cyrkiel i węgielnica czyli symbol Masonów. Zadzwonił do mnie pewnego dnia i powiedział, że potrzebuje brudnopisu i czy może mam ochotę na dziarę, no to pojechałem do niego na chatę, bo mega lubię tego gościa. I poszło.

A czemu akurat symbol Masonerii?

Kiedyś mieliśmy mega zajawkę na teorie spiskowe, mocno obczajaliśmy temat związany z New World Order i szczerze mówiąc dalej w to wierzę, ale doszedłem po prostu do wniosku, że jako zwykli szarzy ludzie i tak nic z tym nie zrobimy, więc trochę szkoda czasu i energii. Doszedłem do wniosku, że zostawię to jako taki symbol tajemnicy, czegoś takiego nieodgadnionego. 

Mam też wytatuowanego Plutona, czyli planetę co to już nie jest planetą, ale jest połączona z moim znakiem zodiaku, czyli Skorpionem. W takie rzeczy z kolei za bardzo nie wierzę, ale zawsze staram się, żeby te tatuaże miały jakieś sensowne historie, żeby nie były tak zupełnie od czapy. 

Adi wtedy też nieźle odwalił, bo wytatuował sobie kotwicę na dłoni, a to było przed koncertem, więc po półtorej godziny grania to tak mu się ten tatuaż rozlał, że nie za dobrze to wygląda. To jest dopiero agent.

To z kolei był bardzo fajny koncert w Brzegu, ale koleś, który go organizował jakoś nie dał rady nam zapłacić, chociaż obiecywał złote góry. Cenna lekcja na przyszłość, że wszystkie takie rzeczy trzeba mieć na papierze.

Z zabawnych rzeczy to z moją byłą dziewczyną kupiliśmy sobie maszynkę do tatuażu i ona wytatuowała mi pacyfkę, a ja jej błyskawicę. Tylko, że ta pacyfka to wygląda jak pacyfka, a ta błyskawica co ja ją robiłem to wygląda jak choinka, a nie błyskawica. Muszę oddać honor, że ona zrobiła lepszą dziarę, ale przyznam szczerze, że chyba ja na tym lepiej wyszedłem. 

Jakieś plany na przyszłość?

Niebawem będę sobie na szyi tatuował wagę. To znaczy nie będzie widać, że to jest waga, ale wiadomo będzie, że chodzi o równowagę. Gdzieś jestem w takim momencie w życiu, że dochodzą do mnie różne kwestie i dociera do mnie, że ta równowaga jest ważna. Nie można się zapędzić w wyścigu szczurów, ale jednocześnie nie można zostać za bardzo z tyłu. 

A masz jakąś receptę na zachowanie tej równowagi?

Myślę, że przede wszystkim trzeba dbać o takie małe i prozaiczne rzeczy. Nic nie dzieje się nagle, do wszystkiego trzeba dojść stopniowo. Trzeba się skupić na samodoskonaleniu i być takim egocentrykiem – skupić się na rozwoju własnej osobowości, a nie na patrzeniu na innych ludzi. Teraz po dzieciakach bardzo dobrze widać, jak są zafascynowani influencerami, którzy teoretycznie dużo osiągnęli w krótkim czasie, a w praktyce to są ludzie, którzy mają tylko lustro, telefon i ładny ryj i nie bardzo wiedzą skąd się wzięli tam gdzie są, a przy tym często są bardzo nieszczęśliwi. Nie mówię oczywiście, że oni wszyscy są źli, czy coś, chodzi mi bardziej o to, że żeby być szczęśliwym trzeba nauczyć się cieszyć z prostych codziennych rzeczy, a patrzenie na jakieś wykreowane internetowe osobistości na pewno tego nie ułatwia.

Tatuażysta, czy tatuator?

Myślę, że tatuator jest poprawnie. A jaka jest prawda?

Obie formy są poprawne.

Uff, to dobrze, nie wyszedłem na głąba. Staram się pilnować poprawnej polszczyzny, bo to bardzo ważna sprawa.

Dziękuję Ci bardzo Michu!

SHARE

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr