05/05/2020
Wywiady

Powiedz mi proszę, kim jesteś?

Przede wszystkim jestem mamą dwójki dzieci. Jestem żoną. Jestem też dziennikarką, związaną póki co z radiem Tok-Fm. To właściwie wyczerpuje definicję mojej osoby, bo to są trzy zajęcia, które pochłaniają cały mój czas.

Jak zaczęła się twoja przygoda z tatuażem?

Kiedy byłam nastolatką, przynależałam do subkultury młodzieży, która słuchała mocniejszej muzyki. Tych parę lat temu w Warszawie, mieście, w którym mieszkam, tak naprawdę imprez i koncertów związanych z tą muzyką było niewiele. Raz w tygodniu była taka impreza w klubie Park i od czasu do czasu były koncerty. Siłą rzeczy, wszyscy fani tej muzyki spotykali się na tych sporadycznych wydarzeniach w różnych klubach w Warszawie. Moi starsi koledzy mieli już tatuaże, mieli kolczyki w twarzy, nosili dredy. Bardzo mi się to podobało. Czułam się związana z tym środowiskiem.

 

Jak miałam lat naście, to w Warszawie odbywała się konwencja tatuażu, jedna z pierwszych. Poszłam tam z koleżankami i strasznie spodobało mi się to, co zobaczyłam. Wtedy mi się wydawało, że jak ktoś ma tribala na łydce, to jest mega i że mój chłopak koniecznie musi tak wyglądać śmiech. Bardzo się odnalazłam w tym środowisku i już na pewno wiedziałam, że będę sobie robiła tatuaże, bo mi się to bardzo podoba. Niestety, miałam lat naście, a już od początku miałam poważne podejście do tematu i wiedziałam, że jeżeli pójdę sobie zrobić tatuaż, to w profesjonalnym studiu, a nie gdzieś u kolegi na kanapie. Studia tatuażu nieletnich bez zgody rodziców nie tatuują i wtedy też nie tatuowały, a moi rodzice zgodzić się oczywiście nie chcieli. Wyczekałam więc do skończenia 18 lat, dzięki czemu miałam dużo czasu na research i doszłam do wniosku, że wszystkie drogi prowadzą do studia na Dereniowej, w którym wtedy tatuował Junior. I tak właśnie, mając lat 18, zaczęłam się tatuować.

Masz wytatuowane całe ciało. Czy planowałaś to od początku?

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jak ja coś robię, to idę na całość. To dotyczy mojej pracy zawodowej i wszystkich innych rzeczy. Nigdy nie uznawałam półśrodków i jeśli się w coś angażuję, to po całości. Byłam bardzo zafascynowana twórczością Hansa Gigera, dlatego zdecydowałam się na Biomechanikę, a w tym specjalizuje się Junior. Poszłam do niego, dużo rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że lecimy na grubo. Pamiętaj, że ja miałam wtedy 18 lat, a to był rok 2002, więc nie było wtedy zbyt wielu wytatuowanych ludzi. Mój pierwszy tatuaż to był prawy obojczyk i rękaw do łokcia. Dosyć szybko okazało się, że to jest za mało, więc rękaw przedłużyłam i teraz się kończy na końcówkach palców prawej ręki. A potem już trudno przestać i człowiek robi te tatuaże i robi. Ale nie żałuję tego, że od razu poszłam na całość.

Czym są inspirowane twoje tatuaże?

Wiem, że są ludzie, którzy tatuują sobie rzeczy związane z jakimiś wydarzeniami, albo tatuują sobie imiona dzieci, małżonków, jakieś daty i tak dalej. Ja nie. Oczywiście to jest sprawa indywidualna, ale ja robię sobie tatuaże ze względów czysto estetycznych. To jest to, co mi się podobało w danym momencie mojego życia. Jak zaczynałam się tatuować, to byłam bardzo zafascynowana Gigerem, stąd dwa biomechaniczne rękawy zrobione u Juniora. Potem zaczął mi się podobać kolor. Stąd na moich nogach są konie i psy. To są moje konie i psy. Chciałam mieć coś kolorowego na nogach i padło na moje zwierzaki. Tylko to jest takie odwzorowanie kreskówkowe, to nie jest jeden do jednego. Jeden z tych koni jest na przykład piratem.

Ok, czyli geneza była czysto estetyczna, ale modeli znalazłaś w swoim otoczeniu?

Zgadza się. Jeśli szukać u mnie jakichś symbolicznych tatuaży, to by była łydka, na której mam postaci z kreskówek, które wybierała moja córka. To jest jedyne takie miejsce, które jest faktycznie dedykowane mojej córce, jak mój synek podrośnie to też sobie coś wybierze. Chociaż moje tatuaże nie symbolizują niczego konkretnego, to patrząc na nie pamiętam, co się działo, kiedy je sobie robiłam. Patrząc na uda wspominam czas, kiedy poznałam mojego męża i chodziliśmy na pierwsze randki, jak sobie robiłam kolorowy rękaw, to zaraz później zaszłam w ciążę i urodziła się moja córka. Te tatuaże są trochę jak mapa mojego życia, ale one nie opisują wydarzeń, tylko są taką mapą dla mnie. Patrzę na tatuaż i wspominam, że wtedy działo się coś.

W jaki sposób wybierałaś tatuatorów?

Junior to był mój pierwszy tatuator, jego jak wspominałam, wybrałam w trakcie researchu robionego w oczekiwaniu na pełnoletność. Razem spędziliśmy naprawdę długie godziny tworząc czarno-biały i kolorowy rękaw. Miałam też taki okres fascynacji Brodą i jego stylem. Przerysowanym, kreskówkowym, z takim mega grubym konturem i nasyconymi kolorami, więc od niego mam sporo dziar, oba uda, początek prawej łydki i kolana. Na kolanie mam napoczętego królika, którego może kiedyś skończę, ale na  tego robić, bo boli niesamowicie. U Juniora w studiu poznałam Marcina Łukasiewicza, od którego mam czaszkę po prawej stronie szyi. Potem chciałam sobie zrobić dekolt i szyję i stwierdziłam, że to jest jednak tak kobiece miejsce, że nie chcę tam mieć rur, ani czach, ani nic mrocznego, tylko właśnie coś dziewczęcego. Stąd kwiat dzikiej róży i motyla, które tam mam, zrobiła mi Julia Szewczykowska specjalizująca się w takich wzorach. Julię również poznałam u Juniora w studiu. W tak zwanym międzyczasie, jakiś mój znajomy tatuował się u Brody i ja mu po prostu towarzyszyłam. Bardzo przypadł mi do gustu jego styl i uznałam, że to jest właśnie to, co chcę mieć na nogach. Postaci z kreskówek na łydce robił mi Filosz z Pink Machine. On z kolei jest po prostu moim bardzo dobrym kumplem, znaliśmy się zanim jeszcze był tatuatorem i poszłam do niego z sentymentu i przyjaźni. Tylko to oczywiście też był proces, długo przyglądałam się temu co tworzy, powysyłałam mu bardzo dużo różnych zdjęć na wzory, więc to też nie było takie: “O fajnie, tatuujesz? No to cyk! Robimy!”.

Czy tatuaże to sztuka?

Tak, oczywiście. Sztuka ma strasznie dużo odbić. Jest sztuka tradycyjna, klasyczna, malarstwo, rzeźbiarstwo, ale teraz sztuka jest po prostu wszędzie. Są performance, instalacje, murale. Sztuka jest wszędzie. Tym, co sztukę czyni sztuką, jest artysta, który musi mieć inspirację, musi mieć wizję i musi mieć talent i potem to wszystko razem przekłada na dzieło. Czy to dzieło to będzie tradycyjne dzieło na płótnie, czy to dzieło to będzie mural na ścianie, czy to dzieło to będzie jakaś multimedialna instalacja, czy to będzie tatuaż, to już nie ma znaczenia. Chodzi o ten proces, który prowadzi do powstania sztuki.

Nie każdy tatuaż jest sztuką, tak samo, jak nie każdy obraz jest sztuką. Tak samo, jak masz przepiękny mural na ścianie i bazgroł jakiegoś chuligana. Każda odnoga sztuki prezentuje arcydzieła i jakieś nieudane próby. Ja, nieskromnie myślę, że to, co mam na skórze, to jest sztuka, dlatego, że to są rzeczywiście dzieła, które wykonali artyści, którzy włożyli w to dużo pracy wysiłku i talentu.

Planujesz kolejne tatuaże?

Mam nieskończone różne rzeczy, ale tak, to planów nie mam. Tylko ze mną tak jest, że mam takie okresy, kiedy nic mi się nie chce i siedzę kilka lat i nic nie robię, a potem nagle, w cudzysłowie, “swędzi mnie skóra” i muszę coś zrobić. Muszę! Muszę! Teraz akurat nie mam ochoty niczego robić, ale ten moment na pewno kiedyś nadejdzie. Kiedy? Tego nie jestem w stanie powiedzieć.

Tatuażystka czy tatuatorka?

Oba określenia są poprawne gramatycznie. Można ich używać zamiennie. Wydaje mi się, że ja osobiście częściej mówię tatuator, a nie tatuażysta, ale tatuażystka, a nie tatuatorka. 

Dziękuję Ci bardzo!

SHARE

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on tumblr